wtorek, 19 stycznia 2016

Próbne ED - dni od trzeciego do siódmego


Ogólnie rzecz biorąc było tak, że trzeciego dnia S stał się... zrelaksowany. Nie musiałam rozdzielać braci. S cieszył się z tego, że jest posłuszny mamie i że dzieli się z braciszkiem. Zachęcał go do zabaw, uczył wchodzenia na górę łóżka piętrowego, opiekował się nim przy stole lub ubieraniu się na dwór. S jest też posłuszny względem tatusia, nie ma tych momentów, kiedy upiera się jak osiołek albo wrzeszczy na wszystkich bo czuje się czymś dotknięty. S stał się po prostu łatwy w obsłudze. Przyjemnie być z takim dzieckiem w domu.
Pewnego dnia przy śniadaniu powiedział tak znikąd, że nie chce nigdy więcej iść do przedszkola. Zapytałam dlaczego. Odpowiedział, że nie lubi tam się bawić bo on lubi siedzieć na dywanie a inne dzieci nie lubią jak on siedzi na dywanie. Potem powiedział jeszcze, że nie lubi w przedszkolu jeść.
Wtrącę tu swoją notatkę o tym, że myśleliśmy z mężem, że S nagle ma wilczy apetyt i że to jest ten dobry wpływ przedszkola. Wniosek ten wysnuliśmy z rozmowy z wychowawczynią, która powiedziała, że S dużo je i z własnych obserwacji (S jadł wielkie porcje w domu). Teraz widzę, że jego apetyt jest normalny. Wnioskuję, że panie, opatrzone dziećmi, które w ramach stresu przedszkolnego nie jedzą w ogóle nic i porównując te totalne niejadki, uznawały, że Samko ma wielki apetyt tylko dlatego, że jadł cokolwiek podczas kiedy inne dzieci nie jadły w ogóle. A po powrocie do domu nasz przedszkolak po prostu uzupełniał niedobory z całego dnia.
Tyle o jedzeniu.

Zapytałam za kim S tęskni z przedszkola. Wymienił panią Małgosię, Kasię i pana Bartka. Zapytałam czy tęskni za panią Ewelinką. Stwierdził szczerze, że nie tęskni. Nie podał powodu.

Kilka godzin później powiedział, że chciałby trochę pobawić się na gimnastyce i chce do przedszkola. Obiecałam mu zajęcia z panem Bartkiem lub z innym wuefistą.

W sobotę jestem umówiona z dwiema mamusiami dwóch chłopców w wieku S. To moje siostry z kościoła a z chłopcami S chodzi na szkółkę niedzielną. Nasza dziewiątka będzie się bawiła w jakiejś bajkolandii. Mam nadzieję na dobrą zabawę dla dzieci i dla mam.

środa, 13 stycznia 2016

Probne ED - dzien drugi

Lal deszcz. Bylismy caly dzien w domu. Chlopcy nie mieli drzemki. Po 16 kurier przywiozl lozko pietrowe. Skrecalismy je ponad 3 godziny. S. umie poslugiwac sie wkretarka. Bardzo sprawnie. Skrecal lozko. D. oczywiscie tez.
S. nauczyl sie 40% alfabetu z aplikacji na tablecie. Lapie wszystko w mig.
Odkad zaczelam mu mowic o witaminach, mineralach, bialkach itd. kazdy posilek wyglada podobnie. Opowiadam mu ze ryby maja kwasy Omega i zajada ryby (ktorych nie lubi). Opowiadam o wit. C i weglowodanach z ziemniaczkow i zajada ziemniaczki (ktorych nie lubi). Opowiadam o witaminach z surowki z marchewki i zjada surowke z marchewki (ktorej nie lubi).  Oczywiscie kazde zdanie poparte jest opowiescia o ludzikach, ktore buduja jego cialo z tyk kwasow, minieralow, witamin itd.
Z tatusiem uczyli sie matematyki, literek i grali na pianinie. Ze mna byla zabawa edukacyjna z zadaniami z marchewka.
D mial kilka wpadek...
Generalnie S i D stesknili sie ze soba i spedzaja ze soba prawie 100% czasu.
Dzien byl ciezki.

Podsumuje tu mniej wiecej co mnie sklania do ED:
- mysle o tym od kilku lat (nikt mnie nie szanowal do czasu studiow; podstawowka i liceum byly okropnym doswiadczeniem)
- S wyniosl z przedszkola krzyk, slowo "nigdy", ninja go
- pewnego dnia S powiedzial ze jest glupi
- panie wysylaja go na psychoterapie bo jest niesmialy i trudno mu nawiazywac kontakty (czy to mowa o moim synu? o moim synu gadule, wesolku, ktory podchodzi do wszystkich?)
- w przedszkolu zdarza mu sie zasikac spodnie
- musielismy kupic mu nowe rekawice za 30 zl bo jakas dziewczynka powiedziala mu, ze cos jest nie tak z jego rekawicami
- ktos skrytykowal jego spiworek
- chorowal przez dwa miesiace (mysle ze to byl stres)

wtorek, 12 stycznia 2016

Probne ED - dzien pierwszy

Noc byla koszmarnie ciezka. Poranek tez. A. powiedzial ze w takim razie ED to wlasciwy pomysl bo komus tu zalezy zeby sie nie udalo.
Zapytalam S. czy zostanie ze mna i z D.w domu. Chetnie sie zgodzil. Zaznaczylam, ze bede musiala oprocz lekcji z nim sprzatac itd. i ze nie bede miala dla niego tak duzo czasu jak panie w przedszkolu. Nie widzial w tym problemu.
Myslalam sobie- jak ja mu zorganizuje czas, skoro w przedszkolu zaznal juz takich fajerwerkow? Okazalo sie, ze przed-wieczor S. sam przyszedl i zapytal z czego sie tak smieje. Powiedzialam ze czytam ksiazke o Indianach (Wojciech Cejrowski "Rio Anaconda). Obiecalam mu lekcje z zycia dzikich plemion Indian. Tym sposobem jeden kroczek programu na nastepny dzien S. wymyslil sam.
Musialam tez rozkrecic dwa lozeczka z ktorych wyrosli S. i D. Pomagali. Godzina z bani. A potem skakali na materacach, jezdzili kolkami od lozeczka D., bawili sie w dom. Moglam w tym czasie zrobic wszystkie niezbedne drobne obowiazki (pranie, odkurzanie, zmywanie, rozmrazanie) plus przemeblowalam salon.
Potem nazarli sie frytek do nieprzytomnosci (slabo mialam w lodowce), obejrzelismy "Boso przez swiat" o Indianach i poszlismy spac. To byl ten cudowny czas dla mnie i Nowego Przymierza. Wzielam filizanke kawy, poszlam do ich pokoju (usneli w salonie z powodu braku wlasnych lozek) i wczytalam sie w List sw Pawla do Filipian. Bylo mi malo wiec potem zaczelam List sw. Pawla do Kolosan. I wtedy do domu dokustykal A. L-4 na dwa dni z powodu bolu nogi. Szkoda bo S. tak czekal na wieczorny trening i na lyzwy z tatusiem.
Co jeszcze z edu? Niewiele ale tak wiele. Przy obiedzie S. powiedzial mi ze w przedszkolu panie nie maja serwetek do posilkow. Potem narysowal na tablecie slimaka i braci. Z magnesow na lodowce uczylismy sie liter ZYGI (taka ksywa naszego jednego kolegi ze studiow). S. zauwazyl, ze "I" to nie "i" tylko odwrocone 1.
Pierwszy raz od dawna pojechalismy na modlitwe z wyspanymi i najedzonymi (czytaj radosnymi) dziecmi.  W drodze S. zadawal nam zadnia z odejmowania.

Taki dzien. Fajerwerkow nie bylo ale przetrwalismy. Dzieki Bogu.
P.S. D. nie mial ani jednej wpadki. Wiem ze to dlatego, ze chcial zaimponowac bratu.

P.S.2. Modlilismy sie i prosilismy aby to Pan zdecydowal co z edukacja chlopcow. W niedziele poczulismy chec ponowienia zaproszenia na obiad pewnych dwojga znakomitosci (znakomitosc u mnie w glowie to ktos, kogo stawiam wyzej od siebie w sferze wzrostu duchowego) z naszego kosciola. Okazalo sie w rozmowie, ze on i ona oboje sa zaangazowani w ED... I znaja inne znakomitosci z ED... Takze tak...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...