wtorek, 5 sierpnia 2014

Świadectwo - o tym jak szykowano trumienkę


Był rok 1983. Miałam 8 miesięcy. Byłam chora, mama zabrała mnie do pediatry. Pediatra orzekła, że to tylko przeziębienie.
To były czasy, kiedy po cielęcinę stało się w kolejce całą noc a w domach nie było telefonów. Mama pojechała do odległego o 80 km miasta po zakupy. Tata z dwiema córkami pojechał do rodziców na wieś. Tata zajął się z dziadkiem pracą w polu a my z Anią zostałyśmy z babcią w domu. Babcia zrobiła zupę i karmiła mnie. W pewnym momencie, gdy trzymała mnie na rękach dając zupę, zrobiłam się wątła, przestałam oddychać a moje oczy schowały się pod górne powieki. Zmarłam śmiercią kliniczną.
Babcia była bardzo prostą kobietą. Mieszkali z dziadkiem w małym domku z jednym pokojem i kuchnią, nie było tam łazienki, nie mieli TV, jedyną księgą, jaką babcia czytała było Pismo Święte. 
Kilka dni wcześniej babcia była u koleżanki, u której był telewizor a nadawano akurat program o ratowaniu ludzi. Jak zrobić masaż serca, jak zrobić sztuczne oddychanie. Babcia widziała ten program.
Nie zastanawiając się długo, babcia ułożyła mnie tak, jak kilka dni wcześniej widziała w TV i zaczęła resuscytację. Nie wiem jak, nie wiem kto ich zawołał, ale pojawił się mój tata i dziadek. Dziadek pobiegł do sołtysa wezwać karetkę. Mój tata, jedyne co był w stanie zrobić widząc swoją małą córeczkę bez życia, to było pójście za dom, stanie na kolanach i gorąca, rozpaczliwa modlitwa.
Najbliższy szpital był odległy o 30 km więc i szansa na rychłe przybycie karetki niewielka. Ale nie dla Boga. Jakaś babcia wezwała dużo wcześniej pogotowie do siebie, okazało się, że niepotrzebnie.
Serce pracowało ale całą drogę do szpitala oddychało za mnie plastikowe urządzenie. Nie wiem co było potem, bo nigdy nikt mi o tym nie opowiadał. Wiem tylko, że to nie było przeziębienie ale obustronne zapalenie płuc.
W tamtych czasach rodzic nie mógł być z dzieckiem w szpitalu. Można mnie było tylko odwiedzać. Leżałam na OIOM, do mojej głowy podłączono aparaturę monitorującą funkcje życiowe.
Babcia wspomniała o zamówieniu trumienki. Ale potem babcia i dziadek postanowili pościć. Pościli przez 3 dni. Modlili się o życie wnuczki.
Rodzice przyjechali do mnie do szpitala. Moje łóżeczko było puste. Mama zemdlała... Pielęgniarka powiedziała, że przeniesiono mnie, bo mój stan bardzo się poprawił.
Zawsze chcemy umiejscowić cud w czasie i przestrzeni ale Bóg jest ponad tym. Wezwał karetkę wcześniej. Wysłuchał modlitw mojego ojca zanim on je wypowiedział. Nasz Ojciec Niebieski posłał też babcię do koleżanki na kurs ratownictwa kilka dni wcześniej. Dał wskazówki dziadkowi jak pościć. Uzdrowił mnie całkowicie, wybawił ze śmierci. 

Chwała Jezusowi
 - Asia Janista

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...