wtorek, 5 sierpnia 2014

Świadectwo- o papierach rozwodowych


Początek:
[Adam, musimy pogadać. I to nie będzie miła rozmowa] - napisałam sms do mojego przyjaciela. Usiedliśmy na schodach w aku i powiedziałam: "Nigdy nie znajdę faceta jeśli tyle czasu będziemy spędzać razem. Dlatego nie pójdę dziś z Tobą na ten wieczór kabaretowy". Powiedział: "Ok." Tyle. Poszedł z inną! Nawet się nie wzruszył chyba! Jakieś 16 sekund po tym, jak dostałam wiadomość [Abonent jest już dostępny] wisiałam na akademickiej linii i zapraszałam Go na pogaduchy. Tyle bez Niego wytrzymałam. Od tamtej pory, nasze seanse filmowe polegały na tym, że nie znałam fabuły w ogóle bo kombinowałam w swojej główce jakby tu się do Niego zbliżyć. Żeby choć parę centymetrów mojej skóry dotykało jego.
A potem były zaręczyny i chodzenie 20 cm ponad ziemią. Ale to każdy zna.
3 lata razem:
Monitor LCD wylatuje z 4 piętra w centrum Warszawy. To mój Mąż go wywalił. Bo ja w afekcie porwałam obszycie naszej czerwonej kanapy. Oj, kłócimy się. Jest wojna. "Bo Ty tylko siedzisz przy kompie i grasz!" Nie słucha. "Ciągniesz mnie w dół!" To ja krzyczę. Mam już drugą pracę, zarabiam spore pieniądze. Jestem starsza o dwa lata od Niego. On jest jeszcze na studiach. Pracuję w korporacji. Stres, napięcie, terminy, bezlitośni projektanci, klienci, ogromna odpowiedzialność za innych. Adam pisze dyplom.
5 lat razem:
Postanawiamy kupić mieszkanie. Wspólne zobowiązania, wspólne planowanie, to powinny być piękne czasy. Adam jest w Możejkach a ja w Warszawie dyryguję wykańczaniem mieszkania. Wracam do nowego gniazda po pracy. Położyli już podłogę. Wygląda naprawdę pięknie, teraz to już wygląda jak mieszkanie. Siadam na podłodze, wcale mi nie wesoło. Duża firma projektowa z Poznania nie współpracuje przy projekcie, utrudnia mi pracę. Chodzi o bardzo duże pieniądze a ja, mimo, że zawsze ze wszystkim sobie radziłam wzorowo, nie daję rady bo oni rzucają mi kłody pod nogi. Adam jest na instalacji bardzo daleko. A ja jutro znów muszę stawić czoła pracy.
Dzwonię do szefa: "Odchodzę, boję się, że się pomylę, że przeze mnie zginą ludzie". "Joanna, poczekaj, pójdźmy gdzieś, pogadajmy". Szef mnie podnosi na duchu, motywuje, opowiada swój kryzys w tejże firmie. Zostaję.
Trochę później:
Mieszkamy już na Wilanowie. Mąż kopie swój nowy rower a potem rozdziera swoją koszulkę kolarską na sobie. Bo ja coś. Nie pamiętam co.
Ale ponieważ bardzo się kochamy, przetrwaliśmy i to.
Zawieszamy karnisz na zasłony. On mówi, że mam teraz dać mu tamto. A ja pytam po co. A on mówi, żebym dała mu tamto. A ja pytam po co. On krzyczy, żebym po prostu mu to dała. Ja się obrażam. Nie mamy zasłon.
Ciąża:
Są dwie kreski!!! Postanawiamy na razie nikomu nie mówić. A potem Mąż dzwoni do mnie do pracy i mówi, że nie wytrzyma. Dzwonimy do absolutnie wszystkich.
Lekarz kładzie mnie do łóżka na kilka miesięcy {W domu jestem do dziś.}. Mogę tylko do toalety.  Dużo czasu na myślenie. I wtedy stało się COŚ.
W połowie ciąży mój Mąż wraca do domu na kolacje przy świecach. Prawie codziennie. Do czystego domu. Przemeblowanego, udekorowanego. I piekę bułeczki drożdżowe z rodzynkami mu do pracy. Zamiast mówić - słucham. Kiedyś on przerywa swoje opowiadanie i mówi mi: "Uwielbiam z Tobą rozmawiać. Tylko Ty umiesz tak słuchać".
Siedzi przy komputerze do późna. Gra w Heroes. "Może weźmiesz gorący prysznic Kochany? Miałeś taki ciężki dzień. A ja Ci zrobię herbatę. I weźmiemy laptopa do łóżka".
8  lat razem:
On czasem pomaga w pracy mojemu ojcu. Jest sytuacja. Tata coś tam ględzi na klienta, Adam nie lubi niewyjaśnionych sytuacji, idzie na konfrontację choć moja mama błaga, żeby tego nie robił. Jest burza bo On jednak poszedł to skonfrontować. Okazuje się, że On źle ocenił sytuację, trzeba było faktycznie zostawić klienta w spokoju bo to jakiś narwaniec i głupek. Nic nie wskórał, sytuacja się pogorszyła. Wracamy samochodem, ja myślę, milczę. W domu Adam zostaje na schodach. Siada jakiś taki dziwnie przygarbiony. Mój brat pyta co tam. Opowiadam mu historię sprzed dwudziestu minut. Mówię, że mój Mąż skonfrontował dwie strony, że nie wiadomo co z tego wyniknie. Mówię bratu, że rodzice mają kłopoty, bo milczą, kiedy trzeba rozmawiać a potem płaczą nad swoim losem. I że Adam zrobił to i tamto. Opowiadam bratu z dumą w głosie bohaterski wyczyn mojego Męża. I wtedy Adam wchodzi do kuchni, jest jakiś taki jakby wyższy czy co? I zaczyna donośnym basem gadać z moim bratem. A potem moja mama przeprasza mojego mężczyznę, że na niego psioczyła że poszedł załatwić bez jej zgody.

Ok, co z tego? Po co ta historia?
A po to. Już KILKA moich koleżanek ma papiery rozwodowe. Dlaczego? Ja wiem. Bo nie były w tym punkcie co ja, gdzie stało się COŚ. To coś, to powierzenie swojego życia Bogu. On mi pokazał poprzez Biblię jaka powinna być żona. Nie miałam pojęcia że Bóg tak wiele powiedział na temat postawy żon w Jego Słowie – Piśmie Świętym.
Żony, szanujcie swoich mężów. Nie bądźcie ich sumieniem. Nie ważcie się ich krytykować. Krytyka w żarcie to też krytyka. Miażdżąca. Wdeptująca. Powodująca, że Wasi mężczyźni mają zaokrąglone plecy i wyższy głos.
Co jest dla Was ważniejsze: kariera czy Wasz mężczyzna? Czy będąc same na szczycie, będziecie szczęśliwe?
Nie szukajcie odpowiedniego mężczyzny. Wasz mężczyzna jest odpowiedni, tylko Wasze priorytety nie są odpowiednie. Wasi mężczyźni są tymi samymi, do którego lgnęłyście kilka(naście) lat temu. Wasza skóra płonęła bo chciałyście być z nim.
Małżeństwo to nie "fifty-fifty". To "one hundred- one hundred"
Czy spadła mi korona, kiedy w stu procentach poddałam się mojemu mężowi? Nie, nie spadła. Do korony dostałam jeszcze piedestał.

Co zyskałam wybierając uszczęśliwianie mojego Męża:
- Dom, do którego ja chcę wracać. Ale to nic bo ja zawsze byłam domatorką. Teraz mam dom, do którego mój mąż chce wracać choć jest przecież duchem ruchu, działań
- Szczęśliwe dziecko, które nigdy nie widziało rodziców kłócących się. A moje łzy widziało pierwszy raz, kiedy zmarła jego siostrzyczka
- Spełnienie. W domu odkryłam swoją prawdziwą pasję, swój talent o którym nie miałam pojęcia
- Mnóstwo śmiechu. Adama śmiech jest taki zaraźliwy!
- Przyjaciela. Znów jestem Jego powiernicą
- Zero stresu

Co straciłam wybierając swojego Męża:
- Kilka tysięcy co miesiąc na koncie. I klika(naście)/(dziesiąt) rocznej premii

Moje kochane koleżanki, przyjaciółki, siostry. Opisałam tę historię, bo Was kocham/lubię/szanuję lub wszystko na raz. I chcę, abyście były szczęśliwe. I nie chcę być świadkiem Waszych rozwodów. Nie jest mi łatwo publikować tak intymne rzeczy ale robię to dla Was. Proszę, szanujcie swoich mężów.

EDIT: To jest post z 2011 roku

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...